Warhammer: I cóż teraz począć?!

Larp Warhammera "I cóż teraz począć?!"

Czyżby stała się rzecz niesłychana i Pani zabiła Pana?
Leniwe, deszczowe popołudnie w niewielkim miasteczku, w którym wszyscy się znają… Niezależnie czy się lubią, czy nie, są zmuszeni z sobą współżyć i jakoś na sobie polegać. Zabójstwo Burmistrza to wydarzenie, które wstrząsa lokalną społecznością. Wydarzenie, które wielu będzie chciało wykorzystać do własnych celów.

Autor: Kidan
Gdzie: Pub Kazamaty, ul. Dietla 50
Kiedy: 15 stycznia 2012 / godz. 16:30
Klimat / Realia: Warhammer Fantasy
Ilość wolnych miejsc:
6
Zapisy: kidan@os.pl –  otwarte do 13 stycznia włącznie.

Wprowadzenie:
Szyld jedynej w miasteczku tawerny powiewał radośnie na wietrze tego wieczoru, podobnie zresztą jak każdego innego wieczoru. I podobnie jak każdego innego wieczoru w karczmie państwa Kluger zebrała się ta połowa miasteczka, która miała za co pić…
Bo po prawdzie, w Gassen poza dniami targowymi nie działo się nic i w zasadzie to nawet nic nie robiono. A, należałoby coś jeszcze powiedzieć o samym Gassen. Nieco ponad tysiąc pięćset dusz zamieszkujących koło setki domów i sporą ilość drewnianych baraków zajmowało niespecjalnie wielką przestrzeń otoczonego skałami cypla wcinającego się w rzekę. Wysoki, kamienny mur odgradzał miasto od reszty świata i sporą bramę otwierano o świcie i zamykano o zmierzchu. Miasto utrzymywało siebie i swoich mieszkańców dwoma rzeczami – sporym portem i sporym targiem. O ile w porcie coś się działo codziennie, o tyle targ ożywał w piątkowy ranek i umierał w sobotnie popołudnie. We wtorek wieczorem to nie działo się absolutnie nic…

Tawerna Klugerów – co podkreślali zwłaszcza sami Klugerowie – była jedyną w mieście TAWERNĄ (w odróżnieniu od dwu karczm i kilku spelun). Po prawdzie lokal miał się czym pochwalić.

Obrazek

Położony w centrum, przy głównej ulicy miasteczka prowadzącej od jedynej bramy do portu, duży czworokątny budynek przyciągał wzrok, słuch i powonienie (choć nie zawsze zapachem pieczystego)… Nie da się jednak ukryć, że miejsce było swoistym centrum życia kulturalnego Gassen. Zwłaszcza pokoiki na drugim piętrze dostarczały bywalcom wielu wrażeń… niekoniecznie kulturalnych. Ponieważ jednak bywali w nich wszyscy – począwszy od żonatego burmistrza, poprzez porządnych i bogobojnych obywateli, a skończywszy na… to nawet straż miejska udawała, że o niczym nie wie; a Klugerowie – jak na zaradnych ludzi przystało – otaczali kwitnący interes opieką i daleko idącą dyskrecją.

Ten wtorek jednak był wyjątkowo złym dniem na biznes. Od wczesnego popołudnia padało, czasami wręcz lało, grzmiało i błyskało. Nie dziwota więc, że Kluger klął pod nosem widząc na sali zaledwie kilkanaście osób. Większość z nich znał doskonale, choć kilka osób było tutaj po raz pierwszy. Wycierając drewniane kufle za barem przez chwilę myślał czy burmistrz Stovick dziś się pojawi. Pojawiał się w każdy wtorek, kiedy jego podstarzała żona dewota szła do świątyni na dyżur w ochronce. On wtedy wymykał się na tawerniane pięterko na spotkanie ze swoją Lolitą. Okazało się jednak, ze schadzka była ważniejsza niż pogoda i osłonięty płaszczem Stovick pojawił się w Tawernie. Zabrał klucz do pokoju, zamienił parę słów z kapitanem straży, kimś tam jeszcze i zniknął na schodach. Kilkanaście minut później pojawiła się druga połówka tej schadzki i też podążyła na górę. Po kilku minutach Lolita zeszła jednak na dół – pomarudziła coś o tym, że ten gruby haszpel wystawił ją do wiatru, zamówiła najcieńszy cieńkusz i zaczęła się rozglądać po sali w poszukiwaniu nowej zdobyczy, która wynagrodziłaby jej bieganie po mieście. Niestety marudziła trochę za głośno i paru znajomych burmistrza – zdziwionych tą informacją – postanowiło sprawdzić co się – tak właściwie stało. Poszli na górę i po chwili kapitan straży znalazł się z powrotem na dole – trzeba było zapasowego klucza, bo pokój był zamknięty, a na pukanie nikt nie odpowiadał. Rad nie rad Kluger zostawił swoją żonę za szynkiem i z zapasowym kluczem poszedł na górę. W pierwszej chwili zdawało się nawet, ze zamek się zaciął, jednak w końcu drzwi ustąpiły i oczom zebranych ukazała się kałuża krwi otaczająca zasztyletowanego burmistrza. Obok na podłodze wymazano krwią kilka symboli…

– Na Sigmara! I coż robić?! – wyszeptał ktoś z tyłu.
– Trza Tawernę zamknąć i znaleźć zabójcę!

Informacja:
Więcej informacji o LARPie znajdziecie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *