Recenzja: Okrutny Maharadża i Magiczny Sitar

Okrutny Maharadża i Magiczny Sitar - gracze

7 stycznia 2012 roku odbyło się pierwsze wydarzenie w ramach działalności serwisu Larpownia.pl. „Okrutny Maharadża i Magiczny Sitar” to drugi zorganizowany w Krakowie larp o charakterze musicalu. Kiedy zagrała bollywoodzka muzyka, a gracze odziali się w kolorowe sari, galabije i turbany, nogi aż same zaczęły rwać się do tańca.

Kabhi Khushi Kabhie Gham – Say Shava Shava

Przed przeczytaniem owej recenzji warto przeczytać artykuł o Larpach Musicalowych.

Przygotowania:
Co do samych przygotowań nie mam w ogóle zarzutów. Mogę za to wiele rzeczy pochwalić. Arachia oraz Narien wysłały role i piosenki ze znacznym wyprzedzeniem, na larpie pojawiły się ciastka, napoje i przekąski, a gracze mieli naprawdę rewelacyjne stroje. Karty były czytelne i kompletne, a ja nie słyszałem, by ktokolwiek zgłaszał jakiekolwiek niejasności. Już same zajawki wstawione na stronę zwiastowały, że postacie będą barwne i ciekawe.

Warto zwrócić już tutaj uwagę, iż mistrzynie gry nie tylko przygotowały repertuar piosenek, ale i odpowiednio je przerobiły. Dzięki temu większość z nich nie trwała dłużej niż dwie minuty – czyli wystarczająco długo, by móc odegrać ciekawą, ale nie dłużącą się scenkę. Niestety, trafiło się też jednak parę dłuższych.

Fabuła i przebieg larpa:
Główna oś fabuły, inspirowana występującym w musicalu Moulin Rouge! przedstawieniem Spectacular! Spectacular!, była bardzo prosta i nad wyraz… kobieca. Tytułowy maharadża zapragnął poślubić piękną Vasantasenę. Dlatego też zorganizował bal, podczas którego ludzie mieli świętować z okazji ogłoszenia tej cudownej nowiny, a pod koniec spotkania mieć okazję wziąć udział w ślubie wybranków. Jednakże nikt nie spodziewał się (sic!), że ta dziewczyna kocha już innego mężczyznę, należącego do ubogiej części społeczeństwa. Na larpie było zresztą znacznie więcej wątków miłosnych.

Rozgrywka niemal zaczęła się występem doradcy-eunucha, który zatańczył przed wszystkimi do Tunak tunak tan. Potem fabuła sprawnie sunęła do przodu. Choć na samym początku nieco się nudziłem, wypełniałem sobie czas udawaniem, że gram przed publicznością. Otóż wcieliłem się w znanego już w mieście, popularnego barda, o którym powiadano, że przy pomocy swojego magicznego sitaru potrafi przepowiadać prawdę. To we mnie także zakochała się piękna Vasantasena. Wśród ról mogliśmy znaleźć ponadto takie postacie jak była zabójczyni, która mając dobre serce starała się odmienić swój (i innych…) los, konkubina maharadży, będąca dumną księżniczką z dzikich plemion, kobieta przebrana za mężczyznę, Zły Dżin, czy zazdrosna o Vasantasenę konkurentka. Larp dość szybko się rozkręcił, a sama fabuła była bardzo ciekawa. Nikt nie zginął, dzięki czemu prawie wszyscy bawili się do samego końca. Larp zakończył się klasycznym happy endem (no, z mojej perspektywy na pewno), gdzie Vasantasena wraz z ukochanym uciekła z pałacu na magicznym dywanie, by odlecieć daleko w stronę Persji.

Wątków oczywiście było dużo więcej. Ciekawe kreacje postaci nie pozwoliły się nudzić, a ilość zadań (które były, choć mistrzynie gry twierdziły inaczej) została dobrze wyważona.  Zakończenie się wprawdzie nieco rozwlekło, ale wynikało to ze scenek, do których opisu teraz przejdziemy…

Abd Al Karim, Minali, Zari

Scenki:
Choć Okrutny Maharadża i Magiczny Sitar był musicalem bardzo dobrze przygotowanym od strony technicznej, niestety w praktyce scenki wypadły dość słabo. Najprościej rzecz ujmując: były nudne i niewiele wnosiły akcji czy informacji dla samych postaci. Wyglądało to tak, że po całej scence często nie działo się nic widocznego, przez co odnosiło się wrażenie, że są to wyłącznie „scenki dla scenek”. Wina leżała tak po stronie grających, jak i prowadzących. Gracze wykonujący piosenki występowali sami, nie angażując innych do swojego występu, a reszta nie chciała się wtrącać – pewnie bojąc się, że coś popsuje – nie znała przecież celu danej scenki. Szkoda, że przed ich odegraniem gracze rzadko próbowali dogadać się z innymi na wspólny występ czy dołączać się spontanicznie, choćby jako tancerze w tle. Znacznie ciekawiej by się je oglądało. Na szczęście pojawiło się parę wyjątków od tej reguły, a nieliczne scenki wypadły naprawdę świetne. Gracze powinni mieć polecenie, by zrobić coś podczas owych scenek, np. widocznie coś komuś dać, komuś napyskować, zranić, zabić, uwieść czy pokazywać wcześniej ukrywane emocje, stworzyć jakąkolwiek interakcję z otoczeniem, widoczną dla wszystkich. Zyskałaby na tym nie tylko scenka, ale i fabuła. Możliwe, że gracze albo tego nie odgrywali, albo zrobili to bardzo mało wyraźnie. Postacie mogłyby porozmawiać o tym, co się zdarzyło, a nie tylko rzec: „Pięknie zaśpiewałaś, pani.” Według mnie błędem było również to, iż efekt niektórych scenek pozostawał tajny. Czy postać tańczyła i śpiewała tylko po to, by gracze nic nie zauważyli? Może starała się odwrócić uwagę? Zawsze powinien pozostać chociaż jakiś ślad takiego działania, a najbardziej wyraźnie podkreśla scenkę właśnie to, że wiadomo choć mniej więcej co się stało. Ostatnią wadą scenek na tym larpie było to, że spora ich część odbyła się ekspresowo po sobie jako zakończenie larpa. Możliwe, że wynikało to stąd, iż grało prawie dwudziestu graczy, a niektóre osoby miały po dwie piosenki. Dawało to niemal dwadzieścia scenek…

Mechanika:
Co do samej mechaniki, uważam, że niesprawiedliwym byłoby mi się wypowiadać. Graliśmy na zasadach larpa musicalowego oraz mechanice K5, które są mojego autorstwa. Dlatego powinien skrytykować ją ktoś inny, jeżeli ma jakieś uwagi.

Dzięki temu wydarzeniu zauważyłem jednak jedną ciekawą rzecz, na którą powinni zwrócić wszyscy prowadzący larpy. Moja obserwacja pokazała mi, że wszelakie zdolności typu „od teraz uważają, że jesteś fajny”, średnio się sprawdzają, jeżeli nie ma wyraźnej i jasnej motywacji zmieniającej sposób myślenia postaci. Często tworzy to dla gracza trudne sytuacje, kiedy postępuje tak, jak uważa, że jego postać by to uczyniła, a w oczach innych oszukuje. Jako przykład mogę dać właśnie sytuację z tego larpa, kiedy to dwie dziewczynki mające zdolność „są tak słodkie, że nie jesteście w stanie im odmówić” chciały mi zabrać Magiczny Sitar. Miałem wielkie wątpliwości czy zastosować się do tej mocy czy raczej do motywacji postaci, która podpowiadała mi: „jeżeli stracisz ten instrument, stracisz wszystko!”. Przecież urok dzieci nie miał chyba wymuszać akcji niemal autodestrukcyjnych. Sam jako prowadzący wprowadzałem ten rodzaj mocy i pierwszy raz miałem okazję zobaczyć, jak to wygląda z drugiej strony. Mogę stwierdzić jedno: to się nie sprawdza, na pewno nie w takiej formie.

Plusy:
– larp musicalowy;
– rewelacyjne stroje, rekwizyty, napoje i przekąski;
– larp w znanej wszystkim konwencji;
– spójny, jednolity klimat oraz miła, oryginalna, kobieca fabuła;
– ciekawe sylwetki postaci;
– skupienie się na odgrywaniu postaci i klimacie;
– sprawna mechanika i umiejętności.

Minusy:
– za dużo graczy jak na larp musicalowy;
– większość scenek nie angażowała nikogo poza samym wykonawcą;
– większość scenek odbyła się pod sam koniec larpa i w rezultacie nie wpływała na niego;
– dużo scenek było dość nudnych i nie miało widocznego wpływu na grę;
– rozluźnienie się klimatu pod koniec larpa.

Podsumowanie:
Larp uważam za bardzo udany, choć jako musical nieco kulał. Fabuła była lekka, kobieca i bardzo bollywoodzka, co uważam za niezwykle miłą nowość. Od dłuższego czasu zwracam uwagę na strukturę larpów i wyjątkowo cenię każdy przejaw nowatorskości. Choć innowacje bywają niebezpieczne, tym, co mają okazję często grywać, pozwalają poczuć powiew świeżości. zdarza się, że wiele larpów działa według dokładnie tego samego schematu, a jedyne, co się zmienia, to setting, w którym się prowadzi. Podczas Okrutnego Maharadży i Magicznego Sitaru udało mi się jednak spojrzeć na Live Action Roleplay Games nieco z innej strony. Żałuję jednak, że strona musicalowa była bardziej wisienką, niż samym tortem. Niedojrzałą i kwaśną, na całkiem niezłym wyrobie cukierniczym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *