Z pamiętnika… VIXA!

Z zapisków adiutanta Generała Leonida Rabena…

Dzisiejszy poranek w sztabie był wyjątkowo intensywny, choć zaczął się niewinnie. Generał Raben zjawił się o świcie, jak to ma w zwyczaju. Zamienił ze mną kilka słów, poprosił o kawę, a następnie, wziąwszy uprzednio teczki z raportami agentów kontrwywiadu, udał się do swojego biura. Niecałe dziesięć minut później usłyszałem potężny huk. Przerażony, wbiegłem do gabinetu i zastałem Rabena stojącego przy szczątkach przewróconego regału na książki. Generał, czerwony na twarzy, w ręku trzymał teczkę opisaną jako: „Dajmosonowicz – raport z wysp południowych”.

– Co się stało, panie Generale? – zapytałem.

– Dajmosonowicz się stał – warknął. – Zrobiłem, co sugerował mój zaufany, Jeremiaszkow – cedził przez zęby Generał – i wysłałem tę knującą szuję na odległe południe „Strefy H”. To nie miała być dla niego nagroda, tylko czas do namysłu – pieklił się Raben. – Nauczyć się miała gadzina pokory i szacunku do człowieka, któremu tyle zawdzięcza! A on… ten drań… pod palmami zabawy sobie urządza, dowódczyna #$^A@Y!!

Mówiąc to, wyjął kartkę z trzymanej przez siebie teczki i wręczył mi ją. Na pstrokato kolorowej ulotce, jak się okazało, wydrukowano następujący tekst:

„We Wszechimperium nie ma lipy – jest zabawa, są kobity!

Zapraszamy serdecznie na Vixę. Ciepłe noce, morze, niebo i palmy! Południowe klimaty, kochani! Zaszalejemy!

Generał Matwiej Dajmosonowicz zaprasza na imprezę w stylu Hawajskim.

Co to oznacza?

Oznacza to palmy, morze i plaże. Oznacza to kwieciste koszule i plażowe stroje. Oznacza to zabawę przy gorących rytmach muzyki do samego rana. Oznacza to kolorowe drinki z parasolką i występy tancerzy. Oznacza to, że będziemy bawić się epicko, jak jeszcze nigdy dotąd.

Przyjdźcie w strojach w kwiaty i palmy, hawajskich koszulach, plażowych wdziankach, ba, nawet stroje kąpielowe ujdą – weźcie ze sobą kwiatowe girlandy i kółko do pływania, jeśli tylko chcecie.

Pokażmy wszystkim, jak potrafią bawić się szczęśliwi obywatele Imperium.”

Skończyłem czytać i spojrzałem na Generała, który zdążył już nieco ochłonąć.

– Podać panu wody? – zapytałem.

Spojrzał na mnie spode łba.

– Podać to ty mi możesz, ale Jeremiaszkowa, na gorąco, pięć minut temu. Dowiem się, dlaczego mu tak bardzo zależało, żeby Dajmosonowicz wylądował akurat tam, a nie na dalekiej północy, gdzie pierwotnie chciałem go wysłać. Myślę, że nasz aniołek coś kombinuje… – Generał zamyślił się. – Zbiera zwolenników…? – powiedział do siebie cicho…

Zauważyłem, że na podłodze obok rzuconej w kąt teczki, leżało zdjęcie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *