Hobbit: Niezwykła Podróż – wrażenia z przedpremiery

Hobbit: Niezwykła Podróż wkrótce zagości w kinach, prawdopodobnie niosąc ze swoją premierą kolejną falę zainteresowań twórczością J. R.R. Tolkiena. Wiele osób zna przygody książkowego Bilbo Bagginsa, mieszkającego w Bag End, który podczas wyprawy do Samotnej Góry zdobył Pierścień Władzy. Liczni sympatycy Śródziemia z niecierpliwością czekają na dzień, w którym dane im będzie ujrzeć filmową wersję tej podróży.

Larpownia.pl miała okazję uczestniczyć w przedpremierowym pokazie Hobbita, który odbył się w Cinema City, 18-go grudnia. Organizatorzy wydarzenia nie ograniczyli się wyłącznie do emisji filmu. Oczekując na otwarcie sali kinowej, zaproszeni goście mieli okazję obejrzeć gry planszowe, figurki do gier bitewnych, a także dużych rozmiarów makietę, przedstawiającą Minas Tirith – wszystko to za sprawą firmy Bard. Postawiono także stół rodem z karczmy, przy którym spotkać można było krasnoludy, zaś wśród gości krążyły elfy. Wiele osób sięgnęło po aparaty fotograficzne, by zrobić sobie zdjęcie z tekturową ścianą, na której Gandalf stał pośród zielonych pól.

20121218_184623

W końcu jedna otworzono drzwi do sali i tłum ochoczo wszedł, chwytając okulary – wszak seans był zapowiedziany w technice 3D – oraz rozsypując popcorn. Na film jednak należało chwilę poczekać, ponieważ został przygotowany konkurs z nagrodami. Było o co walczyć, ponieważ zwycięzcy otrzymali między innymi gry planszowe osadzone w świecie Śródziemia. Zasady rywalizacji były proste: wybrano dwie dwuosobowe grupy (koniecznie w składzie mężczyzna-kobieta), po czym jedna osoba z pary musiała swojemu towarzyszowi zadać pytanie; nie były one wymyślane z głowy, ponieważ uczestnicy otrzymali karteczki z tekstem. Konkurs był pomysłem dobrym, jednak mam uwagi co do jego wykonania: osoba prowadząca często żartowała w sposób niewybredny, próbując rozbawić salę. Ta pozostawała jednakże nieugięta, odpowiadając milczeniem. Całe wydarzenie było czymś zamkniętym, ograniczonym do jednego kąta pomieszczenia, zaś osoby nieuczestniczące w nim najzwyczajnie w świecie niecierpliwiły się i nudziły. Moim zdaniem fatalnym pomysłem było wybieranie par damsko-męskich. Co miały zrobić osoby, które przyszły razem z kimś tej samej płci? Organizatorzy konkursu najwidoczniej tego nie przewidzieli i część gości nawet nie miała możliwości zgłoszenia swojego udziału.

W końcu jednak film się zaczął. Miłym zaskoczeniem był brak reklam – co w kinie jest zjawiskiem niebywałym. Nie zamierzam opisywać w tym miejscu fabuły, ponieważ dużej rzeszy osób odebrałabym radość z oglądania, pozwolę sobie jednak na kilka słów.

Klimat Władcy Pierścieni został zachowany w całej swej okazałości. Widz ponownie mógł obejrzeć radosny Hobbiton i piękne Rivendell, zobaczyć wspaniałe walki oraz spotkać osoby znane z poprzedniej filmowej trylogii: Elronda, Galadrielę, Frodo, Sarumana czy Gandalfa. Twórcy wykreowali zapierające dech w piersiach miejsca, stworzyli także szereg nowych postaci. Drużyna krasnoludów szybko zdobyła sympatię publiki, natomiast wargowie odgrywali rolę „tych złych”.

20121218_184723

Film Hobbit: Niezwykła Podróż w sposób luźny nawiązuje do swojego książkowego pierwowzoru. Z pewnością odnajdziemu tu motywy wymyślone przez Tolkiena, jednak twórcy scenariusza pokusili się o wiele własnych wątków. Z ręką na sercu mogę powiedzieć: trzy trolle przy ognisku były w filmie najmniejszym zmartwieniem Bilbo, nie przyniosły równie wielkiej dawki adrenaliny, jak niektóre inne wydarzenia. Wprowadzono także do fabuły postać, której nie pamiętam z książki, a która jest znajomym Gandalfa. Porusza się specyficznym zaprzęgiem, jednak nic więcej nie zdradzę – to trzeba zobaczyć osobiście. Moim zdaniem wnosi ona wiele wątków humorystycznych i wpasowuje się w klimat filmu. Czy wyszło to na dobre całej produkcji? Tę kwestię pozostawię już do prywatnej oceny.

Spotkałam się z opiniami, że Hobbit nie oddaje klimatu poprzedniej trylogii, często zdrzają się momenty nudne i zbyt długie. Nie zgadzam się z tym – owszem, były ujęcia bardziej statyczne, jednak nie odbierały one uroku całej produkcji; wręcz ją dopełniały.

Scenografia stanowiła ucztę dla oka, a muzyka – dla ucha. Widz mógł usłyszeć motywy bardzo podobne do tych z Władcy Pierścieni oraz zupełnie nowe utwory. Dwa z nich szczególnie mnie urzekły: Song of the Lonely Mountain, w wykonaniu Neil Finna, jest istnym majstersztykiem, który na długo zapada w pamięć, z kolei Misty Mountains zachwyca niskimi, tubalnymi głosami. Pierwszy utwór można usłyszeć przy napisach końcowych, drugi zaś w jednej scenie z filmu.

Czy mogę coś zarzucić Hobbitowi? Tak. Zbyt wiele było sytuacji, w których szczęście miało większe znaczenie niż umiejętności walki członków wyprawy. Nierzadko krasnoludy były bliskie śmierci, jednak w ostatniej chwili zjawiał się ktoś, kto je ratował – najczęściej funkcję tę pełniła jedna postać. Jeżeli obejrzycie film, szybko zrozumiecie, kogo mam na myśli.

Film trwa niecałe trzy godziny i jest pierwszą częścią trylogii. W rolę Bilbo Bagginsa wcielił się Martin Freeman, znany chociażby z roli doktora Watsona z serialu BBC Sherlock. Uważam, że aktor ten doskonale sprawdził się w roli domatora, który pewnego dnia wyszedł przez drzwi swego domu, by zaznać przygody.

Jako ciekawostkę dodam, że w Hobbicie można usłyszeć część słów z piosenki Edge of Night, śpiewanej we Władcy Pierścieni przez Pippina – tu jednak występują one w wersji mówionej. Gdzie dokładnie? To już pozostawiam Waszej spostrzegawczości.

Home is behind, the world ahead.

Astela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *