The king is dead! Long live the queen!

Autor: Adrianna „Odalla” Adamska
Gdzie: Kawiarnia Lokum, ul. Pijarska 5
Kiedy: 31 stycznia, 18:00
Realia: fantasy
Klimat: polityczny
Zapisy: facebook

Wydarzenie na Facebooku

Zapowiedź
Ten wieczór na zawsze zapisze się w karty historii państwa Andalii. W stolicy panowała cisza przerywana jedynie przez niepokojący, żałobny dźwięk dzwonów. Umarł król. Jego śmierć była zaskoczeniem dla wszystkich. Wszak nie był stary ani na nic chory. Nie miał wrogów. Był lubianym monarchą – wdowcem, samotnie wychowującym jedyną córkę, dziedziczkę tronu, młodą, jasnowłosą księżniczkę Margaret. Rządził mądrze i zawsze znajdował czas dla swoich poddanych. A teraz… teraz leżał w żałobnej sali, na wyściełanych purpurowym aksamitem marach, otoczony świecami i milczącymi ludźmi, wpatrującymi się w niego z niedowierzaniem. Obok niego, na zimnej, kamiennej podłodze klęczała zapłakana Margaret, ściskając jego rękę. Była drobną osóbką o gęstych, jasnych włosach, sięgających połowy pleców i błękitnych, jak jej ojca, oczach. Czarna suknia sięgała kostek. Na głowie lśnił diadem, a na dłoni sygnet z herbem rodu Darów – lecącym krukiem.

Tłum ludzi zebrał się przed pałacem, czekając na oświadczenie kogoś z królewskiego dworu. W końcu na balkonie pojawił się królewski przyjaciel – książę Ramon de Shirdor. Uniósł dłoń, by uciszyć szepty.

– Umarł król –krzyknął głośno.
– Niech żyje królowa Margaret!
– Niech żyje królowa!

Mieszkańcy dworu zaczęli zbierać się w sali tronowej. Atmosfera była poważna, ciężka i pełna podejrzeń. Czekali na królową Margaret, by złożyć kondolencje. Wszystko miało się zmienić. Wraz ze śmiercią króla i brakiem męskiego potomka, było kwestią czasu zanim na scenie pojawi się nowa rodzina panująca. Wszak królowa Margaret była młoda, ładna, nie zaręczona i w tej sytuacji potrzebowała męża. Dwór ożył. Sieć intryg zaczęła się tkać. Kto obejmie władzę? Czy zawiążą się nowe sojusze? I w końcu… dlaczego król umarł?

Królewski Pałac zwany Kalavadonem widoczny był już z daleka. Wędrowcy, którzy mieli okazję zawitać do Allengis – stolicy państwa Andalii – tak opisywali widok, który ujrzeli:

Już z daleka czarował swoim pięknem, stojąc na szczycie wzgórza Siedmiu Żywotów. Biały marmur lśnił w promieniach słońca. Cztery kondygnacje i siedem wież tonących w chmurach robiło piorunujące wrażenie. Wokół Kalavadonu rozciągały się ogrody, fontanny, sadzawki… Grube mury oddzielały go od reszty miasta położonego na wzgórzu oraz u jego stóp wyraźnie dając do zrozumienia, że nie każdy ma do niego dostęp. A życie w Allengis toczyło się normalnie. Mieszkańcy nie zwracali uwagi na ten cud architektoniczny. Albo przywykli. Albo byli kompletnymi ignorantami…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *