Gong Togashiego

gong2

 

Autorzy: Krzysztof „Akira” Stasiaczek, Łukasz „Chloru” Kołodziej, Patrycja „Pati” Adamczyk, Michał „Samalai” Ladra
Gdzie: Orkon 2014
Kiedy: 21 lipca, 11:00
Realia: Legenda Pięciu Kręgów
Klimat: mistyczno-religijny
Zapisy: samalai@larpownia.pl oraz już na samym konwencie

Zapowiedź
Stara mniszka, niosąca tylko wędrowny kij oraz żebraczą miseczkę, wolnymi krokami wkroczyła do wioski Roushoumura. Zatrzymała się na niewielkim wzgórzu, na którym stała kapliczka Fortun oraz dorodna sosna, po czym zmrużyła oczy, oślepiona światłem Amaterasu. Mimo zimnego wiatru i stóp mokrych od porannego szronu, uśmiechnęła się. Dzisiejszego dnia klasztory zostały otwarte dla pielgrzymów, ale też i mnichom pozwolono swobodnie poruszać się po okolicznych ziemiach klanu Smoka. Ryuu była już zmęczona rutyną zakonnego życia – wyprawa bardzo poprawiła jej humor.

Niedługo po tym, jak życzliwi chłopi pokłonili się jej i powitali, uznając jej przybycie za dobrą wróżbę, do osady wbiegł posłaniec, skupiając na sobie całą uwagę. Był to chłopiec wasala pana Mirumoto, Zurui Minoru. Zziajany, próbował od razu odezwać się i wykrzyczeć informację, jednak zmrożone wiatrem gardło odmówiło posłuszeństwa. Dziewczyna o imieniu Kazuko podbiegła do młodego samuraja, niosąc czarkę z wodą. Patrzyli sobie chwilę w oczy, rumieniąc się. Przypadkowy obserwator mógłby pomyśleć, że to z zimna.

Dwóch roninów, siedzących niedaleko na ławeczce, zaśmiało się do siebie. Panowie Kodo i Toro nie przeoczyli uczuć młodzian. Potem miny im jednak zrzedły, gdy posłaniec zdradził powód swojego przybycia: pan Mirumoto Shichirou zaprosił tę dwójkę wytrawnych szermierzy na ceremoniał seppuku, który miał odbyć się dzisiejszego południa w jego letniej rezydencji. Nikt nie podejrzewał jeszcze, jak wielu interesujących gości odpowie na wezwanie tego pomniejszego dajmio.

Dla chłopów ważniejsze jednak było to, że miejsce ich dobrego seniora zastąpi jego syn, Yoshiro, który nie cieszył się zbyt pochlebną reputacją. Wszyscy słyszeli też plotki, jakoby w tę stronę zmierzała grupa jeźdźców pod dowództwem sławnej samurai-ko, Otaku Ayano. Czyżby te sprawy były ze sobą powiązane? Wszyscy słyszeli przecież o konflikcie między tą dwójką bushi.

Nie było czasu teraz się nad tym zastanawiać. Mężczyźni w pośpiechu ruszyli w podróż; przemierzając dolinę Hatsuyukitani, słyszeli wszędobylską muzykę gongów, graną z pobliskich gór i wzgórz. Klasztory obwieszczały początek festiwalu. Pan Kodo zauważył nawet kątem oka, jak szarpany wiatrem człowiek unosił się wiele metrów nad ziemią, tańcząc w świetle Amaterasu. Był to Shin, szalony mnich Ise Zumi, jak co rano witający potężnego Osano-wo. Przygrywał przy tym na tradycyjnym flecie shakuhachi.

Wbiegli na polanę, gdzie zatrzymali się jak wryci. Spostrzegli grupkę mrocznych postaci, które spod porcelanowych masek patrzyły na intruzów jarzącymi się czerwienią oczami. Stojący na niewielkiej skale Sho, potężny maho-tsukai, wykrzywił w uśmiechu szereg ostrych jak brzytwy kłów. Ronini dobyli broń, nie czekając na zaproszenie do walki.

Historie tych wszystkich mężczyzn i kobiet połączą się w jedną, w dzień festiwalu Dora Matsuri.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *