Recenzja: Warhammer: I co teraz począć?

15 stycznia 2012 roku w klubie Kazamaty odbył się larp „I co teraz począć?” w realiach znanego i popularnego settingu, jakim jest Warhammer. Choć nie była to pierwsza gra organizowana przez Kidana oraz jego znajomych, warto zwrócić uwagę, że było to pierwsze tego typu wydarzenie, które zostało rozreklamowane przez Larpownia.pl oraz Krakowską Sieć Fantastyki.

Jak więc wyglądało całe spotkanie?

Przygotowania:
Już na samym początku pojawiły się pewne problemy. Okazało się, że na larpa przybyło tylko siedmiu graczy, choć był on przewidziany na co najmniej piętnaście osób. Co jednak ciekawe, dzięki paru telefonom udało się zebrać jeszcze kilku grających. Całość organizacji przypominała mi jednak scenkę z typowego konwentu, gdzie prowadzący nie mając kompletu szybko ściąga graczy dosłownie z korytarza. Wrażenie to potęgował fakt, że większość strojów była bardzo symboliczna i improwizowana, choć trafiali się i tacy, którzy byli naprawdę nieźle przygotowani.
Otrzymaliśmy oczywiście karty postaci, którym również chciałem poświęcić parę słów. Na pierwszy rzut oka muszę przyznać, że wyglądały na staranne i dość konkretne. Cała wiedza bohatera była czytelnie przedstawiona od pauz, postać miała wypisane swoje umiejętności, a na odwrocie była spisana mechanika gry. Brak historii oraz opisu charakteru postaci uważam za plus, gdyż pozwalało to graczom je wykreować.

Niestety, kiedy czytałem sam opis nieco się rozczarowałem. Rzucało się w oczy to, iż brakowało szczegółów na temat tych wątków, które były dzielone z innymi graczami. Już na samym początku okazało się, że było trzeba o wiele rzeczy dopytać się samego prowadzącego. Podam to na swoim przykładzie: grałem przemytnikiem, lecz nie wiedziałem gdzie jest ukryty towar, jak go przemycamy oraz co tak naprawdę znajduje się w owych skrzyniach! Wiedziałem tylko, że mój współpracownik prawdopodobnie pracuje z kimś jeszcze i nie chce mi o tym powiedzieć. Brak szczegółów był naprawdę bardzo zauważalny, przez co podczas gry kilkakrotnie musiałem pytać mistrza gry o wiele rzeczy. Co do samej wiedzy postaci, też od razu zauważyłem zgrzyt: większość moich wątków dotyczyło postaci, których na larpie nie było. Od samego początku wiedziałem więc, że będę musiał improwizować i sam znaleźć sobie zajęcie.

Fabuła i przebieg larpa:
Gra zaczęła się bez żadnego wyraźnego sygnału. Początkowo nie mogłem sobie znaleźć zajęcia, więc odgrywałem zajmowanie się stajnią (oficjalnie pracowałem w karczmie jako stajenny) oraz przysypianie w głównej sali. Kiedy okazało się, że w karczmie dokonano zabójstwa na burmistrzu, a straż zamknęła karczmę rozpoczynając śledztwo – dalej nie za bardzo wiedziałem co z sobą zrobić. Nie wiedziałem nic na ten temat i nie widziałem powodu, by w jakikolwiek sposób zająć się śledztwem. Moja postać chciała tylko zadbać o to, by podejrzenia nie spoczęły na niej. Mieszanie się w tą sprawę uznałem więc za zwracanie na siebie uwagi. Raz zakręciłem się tu, raz tam, dowiadując się to i owo (nigdy nic naprawdę istotnego), acz dużo bardziej skupiłem się na obserwowaniu rozwoju akcji w karczmie oraz przygotowywaniu sabotażu na naszej działalności przemytniczej – podejrzewałem przecież mojego wspólnika o to, że chce mnie wykiwać. Uznałem, że skupie się na tym wątku.

Akcja szła dość wolno, a sam larp trwał około cztery godziny. Ludzie w głównej sali starali się wczuwać w klimat nie mówiąc jednak nic, co miałoby posunąć fabułę do przodu. Mistrz gry czasem coś ogłaszał, co otwierało nowe wątki. Część ludzi spiskowała, knuła i snuła intrygi, druga część się nudziła, przez co powoli wkradała się psująca nastrój głupawka (np. próbowano wmówić mi, iż współżyłem z kozą lub koniem ze stajni, co przyczyniło się do powstania zwierzoludzi). Problemem było to, że przez nieobecność sporej części graczy oraz małą ilość szczegółów nie za bardzo było wiadomo, jak się zabrać za swoje wątki. Zwróciłem uwagę, iż spora część gry odbywa się przy udziale mistrza gry, który opisywał sytuację, sceny, wydarzenia oraz odpowiadał na pytania czy deklaracje grających. W międzyczasie wybuchł pożar (do którego przyłożyłem rękę), zginęło parę osób, a sama straż nie ogarniała za bardzo sytuacji. Nie doczekałem końcówki larpa, gdyż moja postać postanowiła ukraść ile się dało i uciec, nim będzie za późno i ktoś go jeszcze zabije. Okazało się to nad wyraz łatwe.

Interesujące jednak było to, kto tak naprawdę zabił burmistrza. Okazało się, że za tym postępkiem stali NPC, a całość intrygi była niemal poza zasięgiem grających. Odnosiło się wrażenie, że niemożliwym było dowiedzieć się kto jest odpowiedzialny za to morderstwo. Z drugiej strony, część zadań graczy była dziecinnie prosta. Przykładem może być to, że jedna postać miała ukryć nie przedstawiony przez żaden rekwizyt pierścień. Zadeklarowała więc prowadzącemu, już na samym początku gry, że ukrywa go w staniku sukienki. W ten sposób wykonała swoje zadanie. Ja również mogę powiedzieć, że każde moje działanie było ograniczone do składania deklaracji mistrzowi gry. Jedyna istotna rzecz, która wymagała dogadania się z innym graczem została zamknięta w dwóch krótkich rozmowach. Przez większość larpa odnosiłem wrażenie, że gram w sesji rpg zorganizowanej dla większego grona graczy i z paroma dramowymi motywami.

Mechanika:
Nie będę jej szczegółowo opisywać, gdyż niemal nie była używana. Można to nawet uznać za plus.

Czas więc na przedstawienie plusów, minusów oraz krótkie podsumowanie.

Plusy:
– pierwszy larp fantasy od dłuższego czasu, do tego w popularnym i znanym settingu;
– larp się odbył mimo że przyszła tylko połowa graczy;
– intryga o ciekawym potencjale i dużo interesujących wątków;
– postacie dające dużo swobody (historia oraz osobowość pozostawała w rękach gracza);
– przewaga rozwiązań narracyjnych nad mechanicznymi.

Minusy:
– cała główna oś intrygi (zabójstwo burmistrza) działa się poza zasięgiem graczy, gdyż była sprawką NPC;
– mistrz gry miał odgrywać całą stertę postaci, na co nie miał czasu;
– większość akcji działa się wraz z deklaracjami mistrza gry i jego opisami, przez co larp bardziej przypominał zwykłą sesję na dużą ilość graczy, a co więcej;
– niewiele można było zrobić na poziomie między graczami;
– jeden prowadzący;
– część grających nie czuła w ogóle klimatu, a nuda szybko przeradzała się w głupawkę;
– larp był nieco za długi;
– bardzo ubogie karty postaci oraz brak szczegółów w ważnych kwestiach.

Podsumowanie:
Był to mój pierwszy larp u Kidana i choć oceniam go jako słaby, nie będzie to mój ostatni. Prowadzący, jak sam mi przyznał, ma dość niewielkie doświadczenie, które z pewnością nabędzie z czasem. Trzeba również zauważyć, iż nie z jego winy na samą grę nie przyszła niemal połowa grających. Kidan zdecydował się poprowadzić larpa i było to naprawdę odważne posunięcie. Osobiście przyznam, że jak na tak niesprzyjające warunki grało się całkiem przyjemnie. Z pewnością część minusów odpadłaby, gdyby udało się zebrać komplet graczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *