Recenzja: Koncert Millicent Siegel

Koncert Millicent Siegel, który odbył się 21 stycznia 2012, był jednym z larpów otwierających nowy sezon. Sezon, w którym, śmiem twierdzić, nie miał miejsca jeszcze żaden „zwykły”, „klasyczny” larp – bo i Millicent takim nazwać nie można.

Uwaga! Osoby planujące zagrać w tym larpie przy okazji ewentualnej powtórki na konwencie, mogą chcieć zrezygnować z czytania poniższej recenzji ze względu na odkrywanie w niej pewnych szczegółów mogących zepsuć zabawę.

Przygotowania:
Koncert Millicent Siegel był larpem kryminalnym, w którym pojawił się motyw śledztwa i poprzedzającego go morderstwa. Autorzy larpa, Astela i Samalai, zadbali, aby gracze nie wiedzieli o sobie zbyt wiele, rezygnując ze zwyczajowych zajawek ról. Zajawki zainteresowani dostali odpowiednio wcześnie przed larpem, same jednak karty – dopiero na larpie. Osobiście jestem zwolenniczką wysyłania kart wcześniej, co pozwala graczom zapoznać się z postacią i uniknąć zaskoczenia, że gra się kimś zupełnie innym, niż się spodziewało. Jednak w przypadku larpów, gdzie poza odgrywaniem postaci pojawia się jeszcze zagadka, zrozumiałym jest, iż autorom zależy, aby elementy układanki nie trafiły w ręce graczy przed rozpoczęciem rozgrywki.

W tym jednak przypadku nie było możliwości, aby taka rzecz miała miejsce, ze względu na zabieg, jakiego użyli autorzy. Otóż karty postaci zostały napisane w taki sposób, iż niemal każdy z graczy był przekonany, że to właśnie on jest mordercą. Wersja „obowiązująca” została ustalona poprzez losowanie, które odbyło się przed grą, twórcom zaś pozostało wyjąć przygotowany dla danego mordercy rekwizyt i zastosować przebieg wydarzeń opisany w karcie wylosowanej osoby. Reszta graczy otrzymała opis tego, jak mogliby zabić rzeczoną Millicent – ale tego nie zrobiła. Same zestawy poszlak mogłyby jednak zostać przygotowane inaczej – bowiem realizacja powyższego, naprawdę fajnego pomysłu, pozostawiła nieco do życzenia.

Postacie były przygotowane z dbałością o szczegóły, a nawet z historycznymi odniesieniami – na przykład Leonarde Keeler i grany przez moją partnerkę John Augustus Larson zapisali się w historii jako twórcy wykrywacza kłamstw. Większość pozostałych postaci również miała swoje odpowiedniki w „prawdziwym świecie”, co uważam za ciekawy element, świadczący o dużym zaangażowaniu autorów. Pod względem przygotowania nie mogę więc nic larpowi zarzucić.

Fabuła i przebieg larpa:
Miałam okazję wcielić się w rolę żeńskiej (choć udającej mężczyznę) wersji znanego z powieści o Sherlocku Holmesie Johna Watsona. Z tego powodu mogę wypowiedzieć się na temat fabuły z pozycji osoby prowadzącej śledztwo.

Larp rozpoczął się fabularnie ciut przed wydarzeniem opisanym w zapowiedzi. Przynajmniej ja w ten sposób to zrozumiałam – spóźniająca się Millicent mignęła bowiem postaciom przez moment, zagrana przez poproszoną o ów krótki występ graczkę. Wprowadzenie jej prawdopodobnie miało za zadanie namieszać w głowach graczy, którzy wyczytali, że Millicent się spóźnia, zakładając pewnie z góry, że już w momencie rozpoczęcia larpa jest martwa. Jako, że zginęła ledwie chwilę potem, nie jestem przekonana, na ile taki zabieg był potrzebny – w późniejszej części larpa wprowadziło to wątpliwości co do czasu wystąpienia pewnych wydarzeń oraz ich kolejności – które to wątpliwości miały miejsce na poziomie świadomości graczy, nie postaci.

Wraz z moją towarzyszką i mentorką, żeńską wersją samego Sherlocka Holmesa, zostałyśmy wezwane, aby rozwiązać zagadkę śmierci dziewczyny z rodziny Siegel, której małżeństwo z przedstawicielem rodziny Dragna miało połączyć zwaśnione mafijne rody. Od strony technicznej, rozwiązanie tej zagadki mogłoby być właściwie niemożliwe ze względu na to, że poza policją i jednym graczem, wszystkie postacie miały przygotowany motyw. Odpadała więc możliwość dokonania wstępnej selekcji i zawężenia grona podejrzanych. Na pomoc przyszły tu specjalne umiejętności postaci, czyli zdolność dedukcji, jaką dysponowała żeńska Sherlock – Anastasia Cadogan vel John Augustus Larson – która pozwalała jej na zauważanie pewnych szczegółów przy pomocy MG. Ten element trochę zawiódł – najczęściej otrzymywałyśmy podpowiedzi od MG tuż po tym, kiedy same odkryłyśmy daną rzecz. Dodatkowo uważam, że mimo wszystko podpowiedź powinna się pojawiać z inicjatywy detektywów – powinnyśmy dowiadywać się rzeczy, na które same wpadłyśmy, że powinnyśmy umieć się ich dowiedzieć, nie zaś doświadczać oświecenia. Rozumiem, że dodatkowe informacje miały odzwierciedlać element losowości i poszlak płynących z zewnątrz – w tym charakterze mógłby się jednak sprawdzić zestaw karteczek-podpowiedzi, przygotowanych pod każdego mordercę, który mógłby w trakcie rozgrywki pozwalać graczom przypomnieć coś sobie, zdać sobie sprawę z jakiejś rzeczy itp., dzięki czemu poszlaki docierałyby do śledczych z innego źródła niż MG. Sama zagadka była dobrze przygotowana, gdyż dało się dojść zarówno do tego kto zabił jak i kto podłożył materiały wybuchowe, jednak w przypadku powtórki być może warto pozwolić detektywom na nieco więcej samodzielności.

Podczas gry skupiałam się głównie na zagadce, być może również dlatego, że miałam pewien problem z dostrojeniem się do postaci. Absolutnie nie była płytka albo źle napisana, a wcielanie się w nią sprawiło mi dużą przyjemność, jednak pewne rzeczy w jej życiorysie podlegały prawom dość zaskakującej logiki, trochę tak, jakby jej życie powstało w odwrotnym kierunku: najpierw pojawiały się skutki, a następnie zostawały one uzasadniane przez przyczyny, gdzie dany skutek nie zawsze był najoczywistszym wyborem dla danego zdarzenia. Większość graczy była zadowolona z postaci, choć trafiło się kilka głosów sugerujących, iż otrzymaną rolę cechowały pewne logiczne niespójności, możliwe więc, iż jeśli larp będzie powtarzany, niektóre motywy morderstwa mogą potrzebować pewnego dopracowania. Ewentualne wprowadzenie wcześniej przygotowanych poszlak może też zaowocować większą ilością interakcji między gośćmi a śledczymi oraz większym zaangażowaniem zebranych w śledztwo.

Mechanika:
Koncert Millicent Siegel oparty był na opracowanej specjalnie na tę okazję mechanice K5 Shooter. Niestety / na szczęście (niepotrzebne skreślić) nie mieliśmy okazji przetestować jej w praktyce, bo choć był to larp gangsterski i duża część postaci miała przy sobie broń, mafiosi wykazali się wysoką kulturą i do strzelaniny nie doszło.

Nie mogę jednak z dziennikarską troską zapewnić, iż „nikt nie zginął”, ponieważ poza tytułową denatką pojawiły się jeszcze trzy ofiary śmiertelne. Ale jeśli już jesteśmy przy dziennikarstwie, wszyscy zainteresowani tym, co naprawdę zaszło w Biltmore Hotel, mogą o tym przeczytać w notatce prasowej sporządzonej przez Katherine Anne Porter, w którą wcieliła się Gott.

Od początku roku w Krakowie mamy przyjemność grać w larpach, z których wszystkie są w jakimś stopniu nowatorskie. Jak to bywa z innowacjami, większość pomysłów wymaga pewnych poprawek i późniejszych szlifów, część rzeczy bowiem się nie sprawdza, albo daje inny efekt, niż zakładali autorzy. Pomysłów takich nie da się jednak przetestować w inny sposób niż w praktyce, a Koncert Millicent Siegel uważam za bardzo udaną „jazdę próbną”. Wybrana przez twórców formuła wydaje się być bardzo obiecująca w kontekście larpów kryminalnych, które są w moim poczuciu jednymi z najtrudniejszych do przygotowania, i dla których wciąż brakuje „sprawdzonego przepisu”. Ponieważ Koncert Millicent Siegel zakończył się w sposób przez autorów pożądany (ale i nie bez niespodzianek), można uznać, że zastosowane w nim zabiegi odniosły oczekiwany efekt, a więc i mieć nadzieję, że po wprowadzeniu pewnych poprawek konstrukcja tego larpa będzie dużym krokiem w kierunku wypracowania takiej formuły.

  1. Ja akurat motyw z losowaniem odebrałam jako nawiązanie do dość klasycznej pozycji wśród wszelkiego typu kryminałów, czyli Cluedo. Nawiązanie miłe, natomiast czy sam pomysł jest nowatorski, to już można się spierać. ;)
    Ogólnie wrażenia miałam podobne jak Nar, jakkolwiek trochę bardziej przyczepiłabym się tej historyczności postaci. Skoro MG zrobili taki research, mogliby sprawdzić, że Larson był w rzeczywistości kilkanaście lat starszy od swego współpracownika, a skoro tak, to 1) powinno być zaznaczone wcześniej, że ma około 50 (zrobiłabym sobie odpowiednią charakteryzację), 2) nasze postacie nie mogły raczej mieć wspólnego dzieciństwa. ;P

  2. Było zaznaczone, że larp może zmienić historię, a przynajmniej ja tak to odebrałam. W każdym razie historia dzieciństwa byla raczej niespójna, tak samo jak postać mojego ojca, który od nastu/dziestu lat nie ma zielonego pojęcia o działalności dziecka oraz drobnej skłonności do ubierania się po męsku. No i że córka arystokraty (a więc osoba znana w towarzystwie) przez ten czas nie została rozpoznana. Itd… ;)

  3. „Nieścisłość z książkami biograficznymi i podręcznikami do historii – zamierzona.” – jak dla mnie wyraźnie jest napisane, że nie trzymamy się ściśle biografii postaci :P ale skoro tak bardzo zwracasz uwagę na to, następnym razem będę przy Twojej roli ściśle się trzymać historii – dla Twojego spokoju ducha.

  4. W takim razie co do historyczności odpuszczam, moja wina, nie doczytałam. Natomiast podciągnięcie wewnętrznej spójności życiorysu postaci byłoby jak najbardziej w cenie. ;)

  5. Hm to też dorzucę swoje pięć groszy.

    Po pierwsze i chyba najważniejsze bardzo dziękuje za to że mogłem uczestniczyć w tej grze. Bawiłem się dobrze a to chyba najważniejsze. Tym bardziej, że akurat ten okres uważam za najciekawszy w historii Ameryki.

    Grałem jedną z dwóch typowo fikcyjnych postaci (o ile dobrze się orientuje) czyli właścicielem hotelu.

    Chciałbym zwrócić uwagę za świetne wczucie się w rolę graczy. Osobne owacje na stojąco ma pod tym względem u mnie Natt. Naprawdę świetnie się z wami grało. Przy okazji pozdrowienia dla ludzi którzy pojawili się po raz pierwszy na czymś takim. Mam nadzieje, że się jeszcze kiedyś zobaczymy.

    Co do samego larpa przyznam, że dopiero po przeczytaniu tej recenzji dowiedziałem się, że Millicent na początku żyła. Jestem lekko skołowany tym bardziej, że jedną z ważniejszych rzeczy na mojej karcie jest wpis o tym jak znalazłem ją martwą.
    Z czym swoją drogą była związana zabawna sytuacja: znalazłem trupa ale nie miałem bladego pojęcia jak ona zginęła (Fakt, że mojej postaci w teorii to nie obchodziło ale jedną z opcji jej śmierci był wybuch ładunku wybuchowego…) Rozumiem czemu dopiero w trakcie gry było losowanie kto zabił i w jaki sposób ale w tym jednym przypadku chyba naprawdę lepiej by było gdyby losowanie odbyło się przed grą a poinformowanie samego mordercy później.

    Zresztą przy dostawaniu karteczek przez czystą złośliwość losu dostałem „nie masz bladego pojęcia skąd się tu wzięła policja” (podczas gdy sam ją wezwałem) i jesteś tu uwięziony (umiejętność specjalna potrafisz wyprowadzić każdego z hotelu niezauważenie).

    Muszę pogratulować pomysłu aby nie opierać całości na jednej osi konfliktu (śmierć tytułowej bohaterki) ale próba dodania dodatkowej (wątek antysemicki) który (mam przynajmniej takie wrażenie) sprawiał, że gdyby nie wybuch bomby gra potoczyła by się w całkiem inną stronę. A przynajmniej poleciało by zdecydowanie więcej kul.

    A co do zagadki i sposobu działania umiejętności detektywów. Ciekawym rozwiązaniem byłoby przygotowanie na temat każdej postaci krótkich informacji na karteczkach + przy denatce karteczki na temat sposobu jej śmierci. W przypadku używania umiejętności na jakiejś postaci (żywej lub nie) mamy rozwiązania: Sukces – losujemy jedną karteczkę z odpowiedniej puli. Krytyk – 2 karteczki. Porażka – brak efektu. Krytyczna porażka – losujemy karteczkę z jakiejś innej puli i wprowadzamy błędne informacje do gry. I to oczywiście wymusza aby nie było sytuacji z ładunkami wybuchowymi gdzie mocno ograniczona pula graczy ma do nich dostęp. Dużo więcej roboty ale zapewnia całkiem niezłą losowość (nikt nie był w stanie stwierdzić w jaki sposób Sherlock Holmes myślał). Jeszcze pokombinuje jak to opracować aby miało ręce i nogi.

    Ah i mam jedną mocno krytyczną uwagę. Błagam następnym razem (na który tak przy okazji gorąco liczę) dajcie inny podkład muzyczny. Muzyka to akurat moje drobne skrzywienie a gdy przez całą grę słuchałem na zmianę podkładu z ojca chrzestnego i sherlocka holmesa to miałem wrażenie, że naprawdę sporo tracę. Gdzie te wszystkie kawałki na saksofon i trąbki? Naprawdę dużo kawałków z filmów noire by się odnalazło i dobrze oddało klimat hotelu.

    W każdym bądź razie jeszcze raz dziękuję za możliwość udziału w larpie. Mam nadzieje, że będę miał jeszcze możliwość zagrać u was =].

  6. Dziękuję za uwagi. Niedługo opublikuję swój artykuł na temat Millicent i liczę na jakąś dyskusję co do samego szablonu tworzenia LARPa właśnie pod nim.

    Co do wylosowanej karteczki: gdybyś nie dostał żadnej – byłoby to podejrzane. Gdybyś dostał inną – musielibyśmy dopilnować, abyś dostał inną, ale w sposób niezwracający uwagi. Może w Twoim przypadku to wyglądało śmiesznie, ale jesteś na tyle rozsądną osobą, że od razu dostosowałeś to do swojej karty postaci ;)

    Co do muzyki – następnym razem wezmę się za to wcześniej. Gdy nie śpię po nocach, mój mózg nie potrafi wyszukiwać niczego ambitnego ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *