Hobbit: Pustkowie Smauga – wrażenia z przedpremiery

Zdaję sobie sprawę z tego, że ekranizacja Hobbita podzieliła tak widzów, jak i miłośników książek Tolkiena. Bo też trudno nazwać ten film po prostu ekranizacją: przychylam się do opinii, że Peter Jackson nie tyle przeniósł na ekran Hobbita książkowego, ile nakręcił prequel do filmowego Władcy Pierścieni. Moim zdaniem był to doskonały pomysł, tym bardziej, że w Niezwykłej podróży wykorzystano przede wszystkim wątki z notatek pozostawionych przez Tolkiena i dodatków do Władcy Pierścieni, dając opowieści o wyprawie trzynastu krasnoludów i jednego hobbita po smoczy skarb większą perspektywę. Widz zaznajomiony z późniejszymi wydarzeniami wie już, że znaleziony przez Bilba pierścień nie jest tylko dającą niewidzialność błyskotką, że Gloin – jeden z krasnoludów – ma syna, który odegra swoją rolę w późniejszych wydarzeniach; jeśli uważnie przeczytamy dodatki do Władcy Pierścieni przekonamy się, że rzeczywiście w czasie podróży na Samotną Górę doszło do konfrontacji Białej Rady z Sauronem w Dol Guldur. Pisząc Hobbita, Tolkien nie wiedział jeszcze, że wplecie tę historię w swoje opus magnum; reżyser ekranizacji miał już szerszy obraz i mógł z tego skorzystać.

Stąd poszerzenie fabuły książkowej, która w Pustkowiu Smauga idzie o wiele dalej, niż w Niezwykłej podróży. W drugiej części nie tylko dołączono wątki z dodatków, ale też dopisano nowe. Znalazło się więc miejsce na rozwinięcie charakterów poszczególnych krasnoludów czy postaci Barda, który w książce odgrywa ważną rolę, ale nie jest rozbudowaną postacią. Innym bohaterem, który został pokazany bliżej, jest Thranduil, król leśnych elfów i ojciec Legolasa; zresztą, umieszczenie w filmie tego ostatniego wydaje mi się dobrym posunięciem, właśnie z uwagi na jego pochodzenie i późniejszą przyjaźń z Gimlim (muszę zauważyć w tym miejscu, że krótki dialog między Legolasem i Gloinem uważam za najzabawniejszy moment w filmie). Pojawia się też postać zupełnie nowa, jeszcze przed premierą budząca kontrowersje: elfka Tauriel. Żeby ocenić, czy dopisanie tej postaci było dobrą czy złą decyzją, polecam poczekać do premiery i wyrobić sobie własną opinię, podobnie zresztą jak o całości. Ja uważam film za dobry, znakomicie oddający klimat Śródziemia i epickość ukazywanych wydarzeń.

Tym razem twórcy filmu zdecydowali się na mniej scen humorystycznych, klimat robi się coraz bardziej poważny w miarę, jak Bilbo wraz z towarzyszami zmierza w stronę Samotnej Góry i w miarę, jak zawiązują się kolejne sojusze i konflikty. Podobnie jak w pierwszej części, przeszkadzała mi duża ilość akcji i nazbyt widowiskowych walk, ale miłośnicy efektownych (czasem przekraczających granice realizmu) potyczek powinni poczuć się zadowoleni. Twórcy filmu starali się wyciągnąć maksimum możliwości z technologii 3D. Czy im się to udało? Mnie trudno ocenić, gdyż nie jestem miłośniczką filmów w trzecim wymiarze. Doceniam natomiast piękno scenerii, które jest już charakterystyczne dla ekranizacji powieści Tolkiena i nigdy nie nuży. Śródziemie pokazane w filmach jest światem równie żywym, jak Śródziemie książkowe.

Przedpremierowy pokaz w Cinema City w Plazie odbył się z mniejszym rozmachem, niż w poprzednim roku. Tym razem dyrekcja kina zrezygnowała z imprez dodatkowych, ograniczając się do obecności grupy poprzebieranych osób z bractw rycerskich i Larpowni, których zadaniem miało być budowanie klimatu. Niestety, z żalem muszę powiedzieć, że organizacja nawaliła nieco ze strony obsługi kina. Przebrani uczestnicy wydarzenia długo nie wiedzieli, co właściwie mają robić, za późno otrzymali zadanie zakupienia słodyczy i owoców dla gości, panował lekki chaos. Nie było dodatkowych atrakcji, ani konkursów, widzowie po prostu udali się do sali kinowej na seans.

Na wysokości zadania za to stanęły dwa krasnoludy, które najpierw dały pokaz walki, potem zaś wpuszczały gości do sali kinowej, witając ich i komentując. Niezapomnianych wrażeń dostarczył też widzom przemykający czasem po kinie i czający się w cieniu Gollum. Na plus należy też policzyć dopracowane kostiumy większości ekipy. Zauważyłam też dwie dziewczyny w elfickich płaszczach wśród normalnej widowni.

Jakie były wrażenia widzów? Przypuszczam, że zróżnicowane. Tym, którzy nie mieli okazji uczestniczyć w żadnym z przedpremierowych pokazów, polecam uzbroić się w cierpliwość, doczekać do premiery i samemu ocenić film. Sądzę, że warto go zobaczyć choćby po to, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Tym bardziej, że zapewne znów czekają nas zróżnicowane opinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *